Kiedy bycie „zawsze dostępną” zaczyna działać przeciwko Tobie (i nawet tego nie zauważasz)
- Sylwia Ogunleye
- Dec 14, 2025
- 3 min read
Od jakiegoś czasu zauważam coś ciekawego w rozmowach o pracy.Nie w oficjalnych komunikatach, nie w firmowych postach.Raczej w komentarzach, rozmowach na boku, cichych wyznaniach.
Ludzie nie mówią:
„Nienawidzę swojej pracy”.
Mówią raczej: „
Czuję, że jestem ciągle w trybie on.”
„Nie mogę się skupić, bo każdy czegoś ode mnie chce.”
„Jestem zajęta cały dzień, ale nie wiem, co tak naprawdę dowiozłam.”
I bardzo często, gdy zajrzymy pod powierzchnię, pojawia się jeden wspólny wzorzec:zbyt duża dostępność przez zbyt długi czas.
Nie dlatego, że ktoś tego zażądał. Nie dlatego, że ktoś kazał, ale dlatego, że w pewnym momencie dostępność stała się domyślnym sposobem bycia „dobrą w pracy”.

Jak to się zaczyna (i dlaczego na początku wydaje się w porządku)
Mało kto budzi się pewnego dnia z myślą: „Od dziś poświęcę swój czas, energię i granice dla tej pracy”.
To zaczyna się niewinnie.
Chcesz zrobić dobre wrażenie, więc odpisujesz szybko. Pomagasz, gdy ktoś potrzebuje. Zostajesz chwilę dłużej, kiedy sytuacja tego wymaga.
I to działa.
Dostajesz pozytywny feedback. Jesteś postrzegana jako rzetelna. Ludzie Ci ufają. Stajesz się osobą, na którą „zawsze można liczyć”.
Szczególnie jeśli jesteś sumienna, empatyczna, odpowiedzialna, to wszystko wydaje się bardzo spójne z tym, kim jesteś.
Widzę to często u osób, które naprawdę dbają o swoją pracę. Nie tylko o wyniki, ale też o ludzi.Nie chcą zawieść zespołu. Nie chcą być „tą osobą, której nie ma”, więc są dostępne cały czas.
Co tak naprawdę komunikujesz, będąc „zawsze dostępną”
I tu pojawia się niewygodna prawda.
Gdy jesteś ciągle dostępna, ludzie nie myślą:„Wow, to osoba strategiczna i bardzo wartościowa”.
Myślą raczej:„Ta osoba ma przestrzeń.”
A przestrzeń w większości organizacji jest… wykorzystywana, nie chroniona.
Pracowałam z osobami, które były szczerze zaskoczone, że nie zostały wzięte pod uwagę przy kolejnym kroku w karierze. Dowiozły ogromnie dużo, ale z zewnątrz były postrzegane jako świetne wykonawczynie, nie decydentki.
Były wszędzie, ale nigdy wystarczająco długo w jednym miejscu, żeby nadawać kierunek.
Emocjonalny koszt, o którym rzadko się mówi
Stała dostępność nie tylko zabiera czas. Zabiera też klarowność.
Gdy Twój dzień składa się głównie z reagowania, tracisz poczucie sprawczości. Zaczynasz mieć wrażenie, że praca dzieje się Tobie, a nie z Tobą.
Kończysz dzień zmęczona, ale dziwnie niespełniona. Zajęta, ale nieusatysfakcjonowana. Potrzebna, ale niewysłuchana.
I wtedy pojawia się frustracja. Czasem rozgoryczenie. Czasem zwątpienie w siebie.
„Dlaczego to zawsze ja?”
„Dlaczego inni wydają się spokojniejsi?”
„Dlaczego mój wysiłek nie przekłada się na rozwój?”
To problem zespołów, nie tylko jednostek
Liderzy widzą to z drugiej strony.
Mówią:
„Mam kilka osób, które robią wszystko.”
„Nie mogę skłonić innych do przejęcia odpowiedzialności.”
„Część zespołu się wypala, ale nie wiem, jak to zatrzymać.”
Nadmierna dostępność tworzy nierównowagę i blokuje innych przed przejmowaniem inicjatywy. Maskuje problemy z zasobami. Buduje zależność zamiast odporności zespołu.
Paradoksalnie, osoby, które najbardziej chcą pomóc, często sprawiają, że system staje się bardziej kruchy.
Jak to zmienić, nie stając się „trudną”
Wiele osób zatrzymuje się tutaj, bo wydaje im się, że alternatywą dla nadmiernej dostępności jest wycofanie.
To nieprawda.
Zmiana jest dużo bardziej subtelna .
Zaczyna się od zauważania momentów, w których reagujesz automatycznie, zamiast intencjonalnie. Od pauzy przed „tak”. Od pozwolenia, by istniały małe luki, zamiast natychmiast je wypełniać.
Czasem wystarczy powiedzieć: „Zajrzę do tego później dziś.”; „Kto jeszcze powinien być w to zaangażowany?”; „Co jest tutaj naprawdę priorytetem?”
To nie są rewolucyjne gesty, ale zmieniają dynamikę.
Co się dzieje, gdy ludzie zaczynają to robić
Na początku jest niekomfortowo. Czasem nawet egoistycznie.
Ale potem dzieje się coś ciekawego.
Inni zaczynają rozwiązywać problemy samodzielnie. Twoje myślenie staje się bardziej widoczne.Twój wkład przesuwa się z reaktywnego na przemyślany.
Ludzie zaczynają kojarzyć Cię z osądem i kierunkiem, a nie tylko z dostępnością.
I wtedy kariera przestaje być nieustanną produkcją, a zaczyna znów mieć sens i kierunek.
Ciche, ale uczciwe przeformułowanie
Bycie dostępną to nie to samo, co bycie wartościową.Bycie potrzebną to nie to samo, co bycie wpływową.
A mówienie „nie”, „nie teraz” albo „nie ja”nie jest brakiem zaangażowania. Bardzo często jest oznaką przywództwa, nawet jeśli nie masz jeszcze tego tytułu.
Jeśli ten temat Cię uwiera, to zwykle znaczy, że jest ważny.
Nie musisz znikać. Nie musisz „być twarda". Nie musisz zmieniać tego, kim jesteś.
Wystarczy, że przestaniesz być dostępna z automatu.
I zobaczysz, co stanie się możliwe, kiedy Twój czas i uwaga zaczną być traktowane jak coś, co naprawdę ma wartość.



Comments